10 listopada 2011 - Jutro święto narodowe. Czas wywiesić flagę.
14 października 2011 - Kielcberg
W zeszła niedzielę nasz odłam motokrosowy wystartował
w zawodach Kielcberg, które odbyły się nie powiemy gdzie :). Impreza zorganizowana była na terenie nieczynnej kopalni,
a trasa musiała się podobać, gdyż obftowała w liczne strome podjazdy i zjazdy, jak i ciekawe sztuczne przeszkody.
Arbuz zakończył zawody na 19. miejscu, a Ziomal na 21. Gratulujemy. Więcej na blogu Enduro Kozienice. Poniżej zamieszczamy część przejazdu Arbuza.
28 września 2011 - Ponownie piękny finał Joy Ride
Na finałowe zawody Sony Vaio Joy Ride Open 2011,
które w niedzielę odbyły się na Harendzie, przybyło ośmiu zawodników The Old Pricks. Sześciu by jeździć,
jeden - by imprezę organizować i jeden kontuzjowany,
aby się odprężyć.
Treningi jeżdżącej piątki przebiegły spokojnie. Jedynie Krzysiek „Old Surehand” Gargas potłukł się dość konkretnie.
Wieczorny finał nie wszystkim naszym zawodników poszedł tak, jak by sobie tego życzyli. Barnaba startował na nowym rowerze, na opanowanie którego miał niewiele czasu i odbiło się to na jego wyniku - zajął piąte miejsce. Łatkowi natomiast najwyraźniej zabrakło trochę paliwa i był siódmy.
Z kolei Krzysiek na skutek chwilowej demencji, związanej prawdopodobnie
z wiekiem zawodnika, usiłował w trakcie jazdy poprawić gogle i puścił kierownicę, co oczywiście musiało się skończyć glebą i zakończeniem zawodów na ostatnim miejscu.
Bezkonkurencyjny był za to Irek „Laska” Dulniawka, który zwyciężył po raz trzeci w tej edycji. Pięknie pojechał również Domar, który uległ tylko Diabłowi.
W kategorii Hobby Full wystartował Junior, a dobry czas, z którego on sam nie był zadowolony, wystarczył na miejsce 16.
Tak jak przed rokiem, klasyfikacja generalna Joy Ride była dla nas bardzo satysfakcjonująca. Aż trzy miejsca w klasyfikacji generalnej przypadły zawodnikom The Old Pricks. W kategorii Masters 1 zwyciężył Domar.
W Masters 2 wygrał oczywiście Laska, a drugi był Old Surehand.
Po zawodach tradycyjnie odbyła się impreza w miejscu, w którym nawet młodzi duchem Oldpriksi czuli się trochę staro. Na szczęście po jakimś czasie zakwalifikowaliśmy się do pokoju VIP, którym kręcił Człowiek z kulą, a tam już czuliśmy się doskonale aż do późnych godzin nocnych.
21 września 2011 - Końcówka sezonu
Na przedostatnich zawodach Pucharu Polski, które odbyły się w Międzybrodziu Żywieckim 11 września, wystartowało w kategorii Masters tylko dwóch Oldpricków – Barnaba Szampański i Wielki Organizator Zulus. Startował jeszcze Świeżak, ale w elicie
i w dodatku miał na sobie brzydką koszulkę, więc pominiemy go w relacji, choć go bardzo lubimy.
Do Międzybrodzia Barnaba i Zulus przyjechali z małolatami – Maćkiem Hojnorem, Kubą Mleczkiem i Markiem Wiśniczem. Ich młodzieńcza fantazja przerzuciła się trochę na Zulusa, co było widać po jego dobrym wyniku
w finałach – zajął 12. miejsce. Szampański w eliminacjach stłukł kolano,
co nie pozwoliło mu na stuprocentowy przejazd finałowy i uzyskał wynik, przez który Bodzio przestał się do niego odzywać – 16. pozycję.
Z kolei na zawodach kończących PP, które odbyły się w minioną niedzielę w Zawoi, w barwach TOP wystartował tylko jeden zawodnik, ale za to jaki! Był to Junior, któremu trasa podeszła i w kategorii Hobby Full wykręcił bardzo dobry czas kończąc zawody na 5. miejscu.
W tym samym czasie czterech innych Oldpricków jeździło relaksacyjnie w Myślenicach na trasie przygotowanej przez Schodka. Byli to: Old Shurhand, Zulus i Barnaba, a także Zabójczy, który po ponad dwumiesięcznej przerwie popisał się nieodpowiedzialnością oraz niedojrzałością i wsiadł na rower DH. Stoczył się pięć razy z góry Chełm, ale nie był to jednak dobry pomysł, gdyż rehabilitowany bark boli go do dzisiaj - rower może schować do przyszłego sezonu :(.
A już w najbliższy weekend odbędzie się najbardziej oczekiwana impreza sezonu - NIGHT DOWNHILL, czyli Wielki Finał cyklu Sony Vaio Joy Ride Open 2011. Przedstawiamy newsy z ostatniej chwili zachęcając wszystkich do wspólnego ścigania na Harendzie i świętowania zakończenia tegorocznego sezonu startowego.
01 września 2011 - Bardzo dobrze <-> dostatecznie
W miniony weekend odbyła się w Konikach przedostatnia edycja wspaniałej imprezy Sony Vaio Joy Ride Open. Piszącemu tą relacje nie dane było być na niej nawet
w roli widza, więc relacja niniejsza będzie krótka.
W zawodach startowało pięciu Oldpricków. Ciekawi byliśmy jak potoczy się rywalizacja w kategorii Masters2, w której we wcześniejszych edycjach pierwsze i drugie miejsce zajmowali Laska i Old Surehand. Tym razem nie udało się powtórzyć tego wyniku, ale i tak było bardzo dobrze, gdyż Irek zajął 3. miejsce i umocnił swoją pozycję lidera w klasyfikacji generalnej.
Startowi Krzyśka towarzyszyło z kolei spore zamieszanie i należą mu się słowa uznania, że w ogóle zdecydował się na udział w zawodach. Otóż syn Krzyśka rozwalił się na porannych treningach i z podejrzeniem złamania ręki został przez ojca zawieziony na pogotowie. Z tego powodu Krzysiek w dniu zawodów ani razu nie przejechał trasy, nawet nie zdążył założyć odpowiednich opon przed swoim startem, do którego został dopuszczony poza kolejnością już po przejazdach swojej kategorii. Jakby tego było mało podczas swojego jedynego w tym dniu zjazdu, rozwalił mu się napinacz
i sporą cześć trasy jechał bez napędu. Dotoczył się na siódmym miejscu,
co i tak jest wynikiem bardzo dobrym w zaistniałych okolicznościach.
W kategorii Masters1 startował Łatek i Domar. Łatek zaliczył niestety mocną glebę, dzięki której ma pięknego krwiaka na kolanie - był dziewiąty. Nasz najpewniejszy i najsolidniejszy jeździec Domar podobnie jak Laska zajął 3. lokatę, przegrywając tym razem ze Skowronem i zwycięzcą Kubą Frontczakiem.
Warto dodać, że Domar glebował na trasie dwukrotnie - raz na początku i drugi raz przed metą, na która wbiegł z rowerem :).
W kategorii Hobby Full nareszcie wystartował Junior i z doskonałym czasem zajął również 3 miejsce.
Trzy trzecie miejsca to, wydawałoby się, rezultat dostateczny, jednak biorąc pod uwagę coraz silniejsze obstawienie zawodów Joy Ride to wynik bardzo dobry.
22 sierpnia 2011 - Syndrom Wierchomli
Jaki jest sens pisać relację tydzień później niż powinno się ją napisać? Może nie dużo w tym sensu, ale coś skrobnę, bo wręcz trzeba udokumentować pierwszy start w tym sezonie naszego wymiatacza Ziomala.
Jak zwykle w Wierchomli, w przypadku The Old Pricks, aspekt sportowy został przyćmiony przez aspekt rozrywkowy. Nie robiliśmy zresztą z tego żadnej tajemnicy - Ziomal cały czas powtarzał, że nie przyjechał jeździć lecz popić i spotkać się z resztą TOP ekipy.
W sumie na 7. edycję Pucharu Polski przyjechało nas aż dziesięciu – Domar, Łatek, Junior, Laska, Barnaba, Zulus, Świeżak, Paweł, Ziomal i Zabójczy. Ten ostatni pojawił się tylko jako widz, ponieważ dalej leczy kontuzjowany bark i niestety w tym sezonie już raczej na rower nie wsiądzie.
Przyjechało nas dużo, a wystartowało niewielu. Niestety na treningach wysypał się Barnaba, Łatek i Junior. Paweł tradycyjnie nawet nie wstał na niedzielne eliminacje – kariera tego zawodnika, jest obecnie na zacieśniającym się zakręcie.
Startującym poszło całkiem dobrze. W Elicie Świeżak zajął dobre 10. miejsce. W kategorii Masters Ziomal był trzeci, nieznacznie wyprzedzając Domara. Laska zajął 9. Lokatę, a Zulus 11. Zwyciężył Zielu przed Kubą Frontczakiem.
Troche zdjęć zrobionych przez Zabójczego znajdziecie tutaj.
2 sierpnia 2011 - Wygrana Domara
Z przyjemnością informujemy, że nasz zawodnik Michał Domaradzki wygrał w kategorii MASTERS zawody BIKE-PARTS.PL Downhill Challenge 2011, które odbyły się w minioną niedzielę w Bełchatowie. Gratulujemy!
31 lipca 2011 - Nasze triki
Zapraszamy do zakładki Sun & Fun, w której umieściliśmy efektowny dział "Nasze triki".
Niniejsza relacja może być nieco prawicowa, gdyż piszący ma do dyspozycji tylko jedna rękę - prawą.
Mistrzostwa Polski to oczywiście najważniejsza impreza
w sezonie. Ponieważ w tym sezonie nasi najlepsi zawodnicy nie startują, z różnych względów, a łubu dubu prezesi naszego klubu jeżdżą jak jeżdżą, to dokonali oni wzmocnień kadrowych. W nasze szeregi przyjęliśmy doskonałego jeźdźca, Michała „Domara” Domaradzkiego. Oczywiście wzięliśmy go nie ze względu na MP, lecz ogólnie za całokształt, bo to równy chłop i do nas pasuje, a chęć dołączenia do nas deklarował już w zeszłym sezonie.
Na mistrzostwa do Szczyrku przyjechało nas sześciu. Zabójczy i Zulus trenowali już w piątek jednak ze względu na ulewny deszcz i marznięcie na wyciągu przerwali treningi po kilku zjazdach. Reszta ekipy, Paweł, Barnaba i Domar, dojechała w piątek wieczorem, co zaowocowało naturalnie miłą posiadówą. Z Barnabą przyjechali kibice w postaci Gebelsa i Kurta, a do wieczornych obrad dołączyli do nas jeszcze Świeżak z chłopakami z klubu UNIQA.
W sobotę rano dojechał Krzysiek „Old Shurhand” Gargas i wszyscy ruszyliśmy trenować na przesychającej i zmieniającej się z przejazdu na przejazd trasie, która była ciekawa i bardzo szybka.
Najczęściej przewracał się Barnaba, który nawet wygrzmocił z tzw. „barana” w drzewo, dzięki czemu nabawił się kilkudniowego bólu karku. No ale jak mawia Bodzio Podolak: „Jeśli się nie wywróciłeś, to znaczy, że nie jeździłeś wystarczająco szybko”:)
Szybko jeździł Zabójczy, przynajmniej jemu tak się wydawało. Wywrócił się wprawdzie tylko raz, ale niestety konsekwencje tego upadku są bolesne i niepokojące. Po glebie nie był w stanie już wsiąść na rower i nie wiadomo kiedy w ogóle na niego znowu wsiądzie. Wstępne diagnozy są niewesołe – naderwanie lub zerwanie ścięgien i mięśni lewego barku. Czwartkowe USG wykaże dopiero stopień uszkodzeń. Miejmy nadzieje, że groźba operacji zostanie oddalona.
W niedzielny poranek przywitała nas piękna pogoda, która utrzymywał się do końca dnia. Trasa wyschła całkowicie i stała się jeszcze szybsza. Eliminacje przebiegły spokojnie, ale od razu było widać, że walka o Mistrza Polski rozegra się pomiędzy Zielem i Diabłem. Finały to potwierdziły. Wojtek „Diabeł” Koniuszewski wygrał z Grześkiem Zielińskim o jedną setną sekundy! Trzeci na mecie Jakub Frontczak miał stratę prawie 12 sekund.
Najlepszy z naszych był oczywiście Domar, który zajął 6. miejsce. Barnaba uzyskał 15. lokatę, Paweł 18 a Krzysiek 19. O pechu może mówić Zulus, któremu w napęd wkręciła się plastikowa taśma i go zblokowała – dojechał na metę 21 - szkoda, bo prezentował dobrą formę.
W kategorii Elita zwyciężył Michał Śliwa, drugi był Maciej Jodko. Dużą niespodzianką było trzecie miejsce Mikołaja Wincenciaka.
Wśród kobiet wygrała jak zwykle Ania Sojka, drugie miejsce zdobyła Agata Stamm, a trzecie Justyna John.
Zaznaczyć trzeba, że najszybszy czas zawodów uzyskał Sławek Łukasik z kategorii Junior.
Już wkrótce umieścimy trochę zdjęć zrobionych jedną ręką przez kontuzjowanego Zabójczego.
4 lipca 2011 - Kąpiele błotne
Podczas gdy część naszej ekipy jest na obozie rowerowym i pławi się w słońcu na stokach francuskich Alp, czterech zawodników TOP w zupełnie innych warunkach atmosferycznych, spędziło miniony weekend w Wierchomli na kolejnej edycji Pucharu Polski. Laska, Paweł, Świeżak i Zabójczy przemogli się jakoś i w sobotę w południe trenowali w masakrycznym błocie, które bezlitośnie lepiło się do nas i do rowerów. Po przejechaniu trasy nasze rumaki ważyły chyba ze 25kg.
Na pochwałę zasługuje przede wszystkim Laska, który zdecydowanie unika warunków błotno-deszczowych. Tym razem jednak twardo trenował i nie zrezygnował ze startu w zawodach.
Wieczorem zasiedliśmy tradycyjnie na werandzie naszej ulubionej kwatery
i rozpoczęliśmy oldprickowy relaks. Laska i Zabójczy preferowali słowackie
i czeskie piwo, Paweł "Prezes" wspomagał się też alkoholem cięższym. Świeżak uciekł, ale to elita ;). Nad wszystkim unosił się odprężający dym,
z którego korzystał zamiast Świeżaka jego kolega Krzysiek.
Po relaksacyjnej posiadówie wszyscy, z wyjątkiem Pawła, grzecznie poszli spać przed północą.
W niedziele rano, wyspani i w niezłych humorach ruszyliśmy na obowiązkowy traning. Jedynie Paweł na niego nie wstał, a w zawodach znowu nie wystartował.
Trasa nieco przeschła przez noc i błoto nie było już tak uciążliwe. Niestety tuż przed rozpoczęciem eliminacji zaczęło padać i właściwie nie przestało do końca zawodów.
Eliminacje przebiegły spokojnie. Dobrze poszło Lasce, który zaliczył czysty przejazd i był szósty. Zabójczy jechał asekuracyjnie i starczyło to na 4. lokatę.
W finale Laska niestety zaliczył glebę w pierwszym lasku, stracił dużo czasu na pozbieranie się i nie obronił swojej pozycji z eliminacji, kończąc zawody na 7. miejscu. Zabójczy nieźle pojechał pierwszą połowę trasy, niestety w drugiej części, głównie przez to, że niewiele już widział przez zachlapane gogle, popełnił parę błędów, a w jednej bandzie wręcz się zatrzymał. Zdołał jednak utrzymać czwartą lokatę. Zwyciężył Dudi, przed Jakubem Frontczakiem i Skowronem. Gratulujemy.
W Elicie Świeżak zajął 13. miejsce. Swoją drogą, ciekawi nas jaki osiągnąłby wynik gdyby relaksował się z nami w sobotę...
22 czerwca 2011 - Druga edycja, druga wygrana
Kolejne zawody Sony Vaio Joy Ride Open, które odbyły się w minioną niedzielę na stokach Stożka, udowodniły, że zwycięstwo Irka „Laski” Dulniawki w edycji wcześniejsze nie było przypadkowe. Podobnie jak drugie miejsce Krzyśka Gargasa. Obaj zawodnicy prezentują wysoką formę, dzięki której znowu stanęli na tych samych miejscach podium w kategorii Masters2.
Laska po dwóch wieczornych seansach psychologiczno-rozluźniających, doskonale poradził sobie z presją jaką wywierało na nim słowo „Lider”. Dodatkowo wspólna jazda z prywatnym trenerem Juniorem i resztą zawodników TOP, tzw. Pasiasty pociąg (patrz zdjęcie poniżej), wyszła mu,
jak i z resztą wszystkim, na dobre.
Wyjątkowo obficie obsadzona była kategoria Masters1, w której ścigali się prezesi Barnaba i Zabójczy. Obydwaj nie zaliczyli czystych przejazdów,
ale Przemek osiągnął przyzwoity wynik, bo zakończył zawody na 7. miejscu. Barnaba pojechał nieco słabiej, przynajmniej według zegara pomiaru czasu,
i był 12.
W najliczniejszej kategorii Hobby Full startował Junior, który bo błędzie na trawersie zajął miejsce 24.
i był z tego powodu niepocieszony.
13 czerwca 2011 - Zdrada!
Niestety, to już pewne: Ziomal zdradził! Porzucił ekologiczny, napędzany siłą mięśni, rower zjazdowy, na rzecz rycząceego i smrodzącego motoru. Cóż... Miejmy nadzieję, że zatęskni jeszcze za oldprick'owym treningiem DH i kiedys wpadnie do lasu.
Na razie przedstawiamy krótka informocję dotyczącą zawodów w enduro cross, w których Ziomal wraz ze swym kompanem Arbuzem, wzięli udział. Ziomal porównał te zawody do 1,5 godzinnego DH. Patrząc na zdjęcie "przed" i "po" widać, że impreza kosztowała ich wiele wysiłku. Na 39. zawodników nasz "zdrajca" był 15, a Arbuz 20.
8 czerwca 2011 - Supertrio na biwaku
Na kolejną edycję Pucharu Polski, odbywającą się tym razem na Czarnej Górze, pojechało trzech Oldpricków: Barnaba, Zulus i Zabójczy. Był wprawdzie jeszcze Świeżak,
ale niestety nie dane nam było wspólnie potrenować
i biwakować, poza tym to elita ;), więc tym razem zostanie
w relacji pominięty – tysiąckrotne pardon.
Przyjechaliśmy na miejsce w piątek po południu i obozowisko rozstawiliśmy obok TotalBikes, mając nadzieje, że spłyną stamtąd na nas jakieś rowerowe moce. Sielankowa aura naszego biwaku rozluźniła nas aż za bardzo i po trzech treningowych przejazdach zaczęły się coraz częstsze wizyty w potokowej lodówce. Do późnych godzin nocnych znajdowaliśmy wiele radości w zabawie latarką typu „czołówka”, a dodatkowej uciechy dostarczył nam należący do Zulusa telefon, który sam z siebie nagabywał pewnego znanego polskiego rapera sms-em o krótkiej treści "Załatw".
W sobotę przed południem, ociągając się, udaliśmy się na treningi. Po pięciu zjazdach niestety prawie nic się nie zmieniło w naszej jeździe… Słabizna i kalectwo. Wieczorem podłamani utopiliśmy swój żal w piwie i dymie.
Trasa na Czarnej Górze jest najtrudniejszą w Polsce – przynajmniej dla nas. Momentalnie wychodzą na niej braki kondycyjne. Gdy do tych braków dorzucić naszą słabość do piwa i pochodnych, wynik jest raczej do przewidzenia. Trudno w ogóle mówić o wyniku, gdy przejechanie trasy na raz wydawało się nam podczas treningów niemożliwe. Z trzema, czterema odpoczynkami podczas jednego zjazdu to jeszcze jakoś jeździliśmy, ale to co działo się z nami w eliminacjach i finale, gdy trzeba było jechać bez postojów, to momentami przypominało walkę o życie. Mamy nawet zapis video przejazdu eliminacyjnego Barnaby, ale nie zostanie on nigdy upubliczniony ;).
Niedzielne zawody na szczęście odbyły się w pięknych okolicznościach przyrody. Eliminacyjne przejazdy zjechaliśmy na zasadzie „żeby tylko zjechać”, co i tak nie było łatwe bez zatrzymania.
Na finał szliśmy jak na egzekucję. Zulus, dla którego był to dopiero drugi wypad na rower w tym sezonie, a dodatkowo pierwszy na nowym rowerze, wykonał swój plan i nie był ostatni. Dzielnie zawalczył i zakończył zawody na miejscu 16. Barnaba pojechał znacznie lepiej niż w eliminacjach i był 15. Zabójczy zajął 13. lokatę.
Pokonani przez Czarną Górę, zwinęliśmy nasz wspaniały biwak i nucąc pod nosem „Isotonic – Supersonic” udaliśmy się do baru „Finezja” na strawę.
To był bardzo miły wyjazd. Na kolejne zawody chyba też przyjedziemy pod namioty.
31 maja 2011 - Bodzio Hardkor
Znamy już więcej szczegółów z gleby Bodka, a właściwie napisać powinienem Bodka Hardkora. Nasz Bogumił przybywszy w niedzielę na Kazury wraz ze swoimi nowymi rowerowymi kolegami, jako pierwszy zmierzył się z wieką hopą, nad skoczeniem której wszyscy się zastanawiali. Po chwili namysłu Bodek twardo rzekł do swych znacznie młodszych kolegów "Ja wam pokaże jak się ku... skacze!". No i skoczył, a finał znamy.
Tak czy siak: Bodek, jesteś wspaniały i najtwardszy!
Podczas gdy Bodzio, ćwiczony przez trzy młode rehabilitantki jednocześnie, dochodzi do siebie w szpitalu, prezes The Old Pricks, Barnaba "Szatański" Szczepański bierze udział w remake'u kultowego westernu z Clintem Eastwoodem "Ilbuono,
il brutto, il cattivo" czyli w polskim tłumaczeniu "Dobry, zły i brzydki".
Będzie to niskobudżetowa produkcja amerykańsko-izraelsko-afgańska
w języku angielskim. Pierwsze zdjęcia odbyły się na Zarabiu pod górą Chełm. Film ukaże się na płytach Blue-Ray.
29 maja 2011 - Poważna gleba Bodzia
Niepokojące wieści dotarły do nas dzisiaj z naszego oddziału mazowieckiego. The One And Only Bodzio Podolak konkretnie rozwalił się podczas treningów na dirtach, w wyniku czego trafił do szpitala. Bodek złamał trzy żebra, ma pęknięte dwa kręgi szyjne, złamany obojczyk i odmę podskórną. Jutro prawdopodobnie będziemy znali więcej szczegółów tego niemiłego zajścia. Trzymaj się Bodek.
24 maja 2011 - Lublin Super Session
Zaczynają się wakacje, a slopestylowy event Lublin Super Session w Bikeparku Lublin wydaje sie dobrym pomysłem na ich rozpoczęcie. Do dyspozycji riderów, podobnie jak w zeszłym roku oddajemy dwie linie slopestyle, ze sporą ilością zarówno drewnianych jak
i ziemnych przeszkód. Dropy, kołyski, spine, dirty, stepupy, to wszystko czeka na konfrontacje z zawodnikami. Dodatkowo best trick na dircie i Puchar Polski BMX Racing.
Na widzów czekaja mega triki, mini targi rowerowe, a w przerwach miedzy eventami "crazy compos" w których rozdamy troche fantów od sponsorów. Komentuje tradycyjnie Rudy.
Dodatkowo w ramach promocji zawodów, w centrum Lublina pod Urzędem Miasta, pojawi sie dirt, oraz zaproszony przez nas rider,
który zademonstruje mieszkańcom jak wygląda dirt/slope.
Chętni będą mogli dołączyć i również polatać w centrum miasta.
Bikepark:
Mimo iż zima i wiosenne roztopy nieco niekorzystnie wplynęły na stan bikeparku, to nasi dzielni shaperzy z pomocą cięzkiego sprzętu ogarnęli już bmx, dirt i slope. Te dwa ostatnie przechodzą jeszcze tylko kosmetyczne poprawki. Rok temu były zastrzeżenia do pierwszego dropa - po modyfikacji na pewno zapewni lepsza zabawe. Będzie tez teraz nieco wiecej prędkości na spine. Bikepark otwarty jest codziennie, z wyłączeniem deszczowych dni. Szczegóły, zmiany, godziny otwarcia: bikepark.lkkg.pl
Bikepark jest zbudowany przy ul. Janowskiej na terenach rekreacyjnych, przy samym Zalewie Zemborzyckim w Lublinie. Jest to południowa część miasta. Nie sposób przegapić lokalizacji jadąc ulicą Janowską - w oczy rzucą się duże banery bikeparku. Obiekt czynny jest codziennie do godz. 21, niemniej jesli jest bardzo mokro część lub całość może być tymczasowo wyłączona z użytkowania. Aktualne informacje znajdziecie po adresem: http://bikepark.lkkg.pl/
10 maja 2011 - Druga młodość
Równowaga w przyrodzie musi być. Jeśli komuś nie idzie,
to pójdzie komuś innemu. A na pierwszych zawodach
Sony VAIO Joy Ride Open 2011, które odbyły się w minioną niedzielę na górze Wdżar, wspaniale poszło dwóm naszym zawodnikom – Irkowi Dulniawce i Krzyśkowi Gargasowi, którzy startowali w znamienitej kategorii Masters 2. Pozostałej czwórce naszych przedstawicieli nie poszło,
a w zasadzie to jednemu, gdyż trzech z tejże czwórki, nie wystartowało.
Trasa w Kluszkowcach przygotowana przez Siarę i Zulusa, choć krótka,
to była momentami dość wymagająca. Mimo suchych warunków niektóre
jej elementy sprawiały nam trudność.
Laska trenował na niej od piątku z osobistym trenerem Juniorem.
Efekty szybko zauważyli podczas sobotnich treningów prezesi
The Old Pricks / F16 / Zooteka, Barnaba i Przemek, jak i trenujący z nami Krzysiek „Old Surehand” Gargas i Paweł Rytt. Podczas tzw. „Pasiastego pociągu” Laska jadąc za Juniorem, najzwyczajniej im odjeżdżał. Pozostawało tylko pytanie, czy utrzyma tak dobre tempo, jadąc samemu podczas zawodów?
Na to pytanie, jak i na wiele innych, nie udało nam się w sobotę znaleźć odpowiedzi, mimo że szukaliśmy ich przy pomocy różnych trunków i nie tylko.
W niedzielę, w różnej formie, udaliśmy się na kontrolne przejazdy przed zawodami. Niestety padający w nocy deszcz, spowodował, że utrzymanie opanowanych dzień wcześniej linii przejazdu, graniczy z cudem. Na dodatek trudna sekcja kamienna zrobiła się tak śliska, że wielu zawodników kończyło na niej swoje przejazdy – między innym Junior i Paweł, którzy po niemiłych upadkach musieli wycofać się z zawodów. Wiadomo było, że nie wystartuje też Barnaba, któremu podczas sobotnich treningów, padł wysłużony sprzęt. Tym samym do zawodów przystąpiło trzech Oldpricków.
Pierwszy przejazd wyszedł tylko Krzyśkowi. Natomiast Laska niesiony dopingiem Zabójczego, zaliczył piękną glebę zaraz za startem :),
co oczywiście sprokurowało kolejne błędy i tym samym słaby czas.
Zabójczy (kat. Masters 1) w ogóle nie dojechał, bo złapał gumę.
Drugi przejazd odbywał się już w znacznie bardziej sprzyjających warunkach. Trasa podeschła i jechało się znacznie łatwiej. Zabójczemu jednak i tym razem nie poszło – upadek w górnym odcinku trasy i spore problemy z powrotem na nią kompletnie go rozbiły, przez co kaleczył okrutnie resztę przejazdu – osiągnął czwarty, ale słaby czas. Jego kategorię wygrał pewniak, Michał Domaradzki – gratulujemy.
Z kolei w kat. Masters 2 „Old Surehand” poprawił swój czas i zajął drugie miejsce. Jednak wspaniałą niespodzianką okazał się drugi przejazd Irka. Laska pojechał na luzie, wytrenowaną linią i osiągnął wspaniały wynik (drugi czas wszystkich mastersów) zwyciężając tym samym w swojej kategorii.
Wszyscy, którzy widzieli jeżdżącego Laskę w miniony weekend, zgodnie stwierdzali, że przeżywa on chyba drugą młodość. I bardzo dobrze. Zdrowie!
2 maja 2011 - Koniec z dyplomami
Społeczeństwo się starzeje – wystarczy spojrzeć na listę zawodników kategorii MASTERS pierwszych zawodów Pucharu Polski DH 2011 - Diverse Downhill Contest UCI C2. Naszym wspaniałym zjazdowcom przychodzi konkurować
z coraz młodszymi. Ale zupełnie nas to nie zraża. Doskonale zdajemy sobie sprawę, że gdy startuje teraz z nami tak wspaniały i utytułowany zawodnik jak Grzesiek Zieliński, to jedynie będziemy o jedno miejsce niżej niż w latach wcześniejszych. Zważywszy na pozycje, na których zazwyczaj kończymy zawody nie robi to nam różnicy – nie tyczy się to oczywiście naszych czołowych zjazdowców, Grześka Czarnowskiego i Marcina Ziemeckiego, ale ich niestety na zawodach w miniony weekend w Wiśle zabrakło.
Do Wisły nie przyjechał również The Living Legend Bodzio Podolak, który udał się na uroczystości beatyfikacyjne do Rzymu. Nasz mistrz suspensu zapowiada jednak, że natchniony i uduchowiony wystartuje w najbliższych zawodach Joy Ride Open.
Na zawody na Stożku przyjechało w sumie tylko czterech Oldpricków: Laska, Junior, oraz prezesiBarnaba i Przemek. Pierwszych trzech trenowało już od piątku w pięknych okolicznościach przyrody. „Zabójczy” Przemek przyjechał dopiero w piątek wieczorem, przywożąc przy okazji rumuńskiego sędziego głównego zawodów.
Od razu po przyjeździe koledzy zaczęli objaśniać prezesowi Stachyrze trasę i trwało to do późnych godzin nocnych.
Nazajutrz, obudzeni przez wspaniałe słońce, udaliśmy się na treningi. Niestety gdy tylko Szatański i Stachyra usiedli na wyciągu zagrzmiało, zaczął padać deszcz, a za chwilę grad. Po półgodzinnej burzy, przemoczeni i zmarznięci zsunęli się trasą by dokonać zmiany opon na błoto.
Po zmianie ogumienia wspaniały duet twardo ruszył do treningów błotnych. Chwilę później dołączył do nich Laska. Jedynie Juniorowi nie chciało się taplać w błocie. Wszystko szło pięknie, aż do siódmego przejazdu treningowego, podczas którego Zabójczemu w górnym lesie na trasę wyszła nagle mała dżdżownica. Omijając ją zahaczył kierownicą o drzewo i przekoziołkował efektownie z rowerem parę metrów. Efektem gleby był zwichnięty ponownie kciuk i złamany hamulec przedni. Choć hamulec skłonny był pożyczyć mu miły Olek Wieczorkiewicz, to kciuk niestety nie był już tak miły i odmówił chwytania nawet kufla z piwem. Niestety podobnie jak przed rokiem, Zabójczy nie wystąpił w inaugurujących sezon zawodach.
Nie wystąpili również Laska i Junior, ale tu przyczyną nie były kontuzje lecz coś zupełnie innego. Trudne warunki na trasie, padający deszcz, przenikliwy chłód i mgła zniechęciły zresztą wielu zawodników.
Tym samym honorów The Old Pircks bronił Barnaba. W finale niestety wywrócił się zaraz na początku trasy i czas miał gorszy niż w eliminacjach - zajął 22. miejsce. Zwyciężył „Diabeł” Koniuszewski, wyprzedzając „kota” Grześka Zielińskiego i Gundarsa Osisa.
W najmocniejszej kategorii ELITA zdecydowanym faworytem był ubiegłoroczny zwycięzca, zawodnik czołówki światowej, Słowak Filip Polc. Jednak tym razem był drugi, bo przegrał z Michałem Śliwą, co wszystkich Oldpricków bardzo ucieszyło – Michałowi gratulujemy!
27 stycznia 2011 - Rozchwytywani prezesi
Informujemy, że brak wpisów na naszej stronie wynika
nie tylko z przerwy sezonowej, ale również z nawału pracy
i rozchwytywania naszych wspaniałych prezesów. Wypada nadmienić, iż prezes Szczepański został Osobowością
(nie mylić z osobliwością) Roku w plebiscycie Gala Freestyle DH Awards 2010. Tym samym spłynęły na niego obowiązki równe tym, które należą do Miss Polonii.
Barnaba jeździ po świecie, szczerzy się do fotoreporterów, szerzy pokój
i zdrowy tryb życia (hulanka i swawole są zdrowe, szczególnie swawole).
Na licznych spotkaniach opowiada wszystkim, że lubi szybką jazdę
i ekologiczny styl życia.
Drugi z naszych prezesów, prezes i założyciel Stachyra, zostawił był swoją młodą żonę na dni kilka, by wziąć udział w niezwykłym przedsięwzięciu
i użyczyć swego szlachetnego wizerunku w widełoklipie zdolnego, młodego twórcy starszego pokolenia, kryjącego się pod pseudonimem Photon.
Obraz jest swoistą freudowską mieszanką namiętności i pasji prowadzących do obsesji. Opowiada historię tragicznej miłości młodego adepta tańca klasycznego do pięknej, acz okrutnej kompozytorki, parającej się w wolnym czasie czarną magią z Karaibów. Charakterystyczna gra świateł
i sugestywna kolorystyka przywodzą na myśl wczesne filmy Bergmana
i tak dziś niedocenianych twórców kina radzieckiego. Fabuła tego ponad
3-minutowego dzieła trzyma w napięciu i nie pozwala oderwać od niego wzroku od pierwszych sekund aż do zaskakującego końca,
będącego
w prostej linii kontynuacją derriderowskiej dekonstrukcji.
Dociekliwi widzowie docenią z pewnością kunszt reżysera, który puszcza oko do symptyków The Old Pricks sugestywnym ujęciem na pasiaste rajty głównej bohaterki.